Serwerek pod biurkiem, oświetlenie warsztatu, stara lodówka na zapleczu — każde z nich ma na rachunku swoją własną pozycję, tylko nikt jej nie widzi osobno. Ten kalkulator kosztu energii urządzeń rozbija rachunek na konkretny sprzęt i pokazuje, ile rocznie kosztuje jego trzymanie pod napięciem.
Wpisz dane poniżej
Zużycie energii to najprostszy rachunek w całej elektryce: moc razy czas. Kalkulator dzieli moc urządzenia przez tysiąc, żeby zamienić waty na kilowaty, mnoży przez liczbę godzin pracy w dobie i przez liczbę dni pracy w roku wynikającą z podanego rytmu tygodniowego. Wynik w kilowatogodzinach mnożymy przez Twoją cenę energii i rozkładamy na dobę, miesiąc i rok.
Drugie pole na moc pozwala postawić obok siebie dwa urządzenia — na przykład sprzęt, który masz, i ten, który rozważasz. Każde z nich może mieć inny czas pracy, bo nowsze modele często pracują krócej albo rzadziej. Jeśli nie chcesz nic porównywać, zostaw w mocy urządzenia B zero, a cała sekcja porównania zniknie z dokumentu.
Trzeci element to tryb czuwania. Podana moc spoczynkowa jest naliczana przez wszystkie godziny roku, w których urządzenie nie pracuje — łącznie z weekendami i nocami. To dokładnie ten scenariusz, w którym sprzęt zostaje wpięty w gniazdko na okrągło, a diody i zasilacze cicho odliczają kilowatogodziny.
Najbardziej wymowna jest liczba roczna, bo dopiero w tej skali widać różnicę między sprzętem drogim w utrzymaniu a tanim. Urządzenie pobierające 60 W przez całą dobę zjada rocznie mniej więcej tyle, ile piekarnik używany kilka razy w tygodniu — a jest o nim znacznie łatwiej zapomnieć, bo nigdy nie wydaje dźwięku i nie grzeje.
Różnica roczna między dwoma urządzeniami to podstawa do decyzji o wymianie, ale sama w sobie nie wystarczy. Podziel cenę nowego sprzętu przez tę różnicę, a dostaniesz liczbę lat zwrotu. Jeśli wychodzi więcej niż przewidywany czas życia urządzenia, wymiana ma sens tylko wtedy, gdy stary sprzęt i tak jest u kresu.
Udział czuwania traktuj jako sygnał ostrzegawczy. Kilka procent to normalna cena wygody. Kilkanaście lub więcej oznacza, że urządzenie kosztuje głównie za to, że stoi — i wtedy listwa z wyłącznikiem albo gniazdko sterowane harmonogramem zwraca się w jeden sezon.
Dla właścicieli małych firm, którzy patrzą na rachunek za prąd i nie wiedzą, od czego zacząć cięcia. Warsztat z oświetleniem świetlówkowym palącym się dziesięć godzin dziennie, biuro z kilkoma komputerami zostawianymi na noc, zaplecze z chłodziarką sprzed piętnastu lat — w każdym z tych przypadków kilka minut z kalkulatorem wskazuje pozycję, którą warto ruszyć najpierw.
Dla gospodarstw domowych to sposób na sprawdzenie podejrzeń bez kupowania miernika: czy naprawdę winny jest bojler, czy raczej stara zamrażarka w piwnicy. Dla instalatorów i elektryków — argument sprzedażowy w rozmowie o wymianie oświetlenia na LED, montażu sterowania czasowego albo modernizacji zaplecza.
Narzędzie przydaje się też przy planowaniu instalacji fotowoltaicznej: zanim policzysz produkcję, warto wiedzieć, które odbiorniki tworzą bazowe zużycie utrzymujące się przez całą dobę.
Najczęstszy błąd to wpisanie mocy z tabliczki znamionowej dla urządzenia, które nie pracuje w sposób ciągły. Lodówka ma na tabliczce moc sprężarki, ale sprężarka chodzi zwykle mniej więcej jedną trzecią doby. Podobnie pralka: deklarowane 2000 W to głównie grzałka pracująca przez kilkanaście minut cyklu. W takich przypadkach albo podaj czas rzeczywistej pracy, albo skorzystaj z etykiety energetycznej podającej roczne zużycie.
Drugi błąd to liczenie po cenie samej energii z taryfy, bez dystrybucji. Na rachunku obok stawki za energię czynną stoją opłaty zmienne naliczane od każdej kilowatogodziny — realny koszt jednej kWh bywa przez to wyraźnie wyższy od stawki z cennika sprzedawcy. Do kalkulatora wpisz sumę składników zmiennych brutto, a nie samą cenę energii.
Trzeci to zapominanie o rytmie tygodniowym. Urządzenie w firmie pracujące pięć dni w tygodniu zużywa w roku o blisko trzydzieści procent mniej niż to samo urządzenie chodzące codziennie — pole „dni w tygodniu” istnieje właśnie po to. I ostatni: porównywanie starego sprzętu z nowym przy założeniu identycznego czasu pracy, choć nowy model z termostatem albo falownikiem realnie pracuje krócej.
To 1 kWh dziennie, czyli 365 kWh rocznie. Przy cenie 1,20 zł za kWh wychodzi 438 zł w skali roku, około 36,50 zł miesięcznie. Wystarczy zmienić moc lub czas pracy, żeby zobaczyć, jak szybko ta kwota rośnie.
Mini serwer czy NAS pobiera zwykle 20–60 W, co daje 175–525 kWh rocznie przy pracy całodobowej. Komputer stacjonarny z monitorem to częściej 100–200 W, ale rzadko chodzi całą dobę. Wpisz własne wartości i porównaj oba warianty w jednym obliczeniu.
Zsumuj moc wszystkich opraw i potraktuj je jak jedno urządzenie. Dwanaście opraw po 36 W to 432 W; przy dziesięciu godzinach dziennie i pracy pięć dni w tygodniu daje to około 1128 kWh rocznie. To typowa pozycja, w której wymiana na LED zwraca się najszybciej.
Sprzęt sprzed piętnastu–dwudziestu lat zużywa często 350–500 kWh rocznie, podczas gdy współczesny model o tej samej pojemności mieści się w 100–150 kWh. Różnica rzędu 250 kWh to przy cenie 1,20 zł około 300 zł rocznie — porównaj oba urządzenia w polach A i B, żeby zobaczyć własną liczbę.
Jedno urządzenie pobierające 3 W w czuwaniu przez 8000 godzin to 24 kWh, czyli około 29 zł rocznie. Problem robi się z liczby: w domu z kilkunastoma takimi odbiornikami suma dochodzi do kilkuset złotych i utrzymuje się przez całą dobę, także w wakacje.
Najlepiej realny koszt jednej kilowatogodziny brutto: cenę energii czynnej powiększoną o zmienne składniki dystrybucji. Znajdziesz ją, dzieląc łączną kwotę rachunku pomniejszoną o opłaty stałe przez liczbę rozliczonych kilowatogodzin.
Nie. Opłaty stałe nie zależą od zużycia, więc świadomie zostają poza obliczeniem — jego celem jest koszt konkretnego urządzenia. Przy taryfie dwustrefowej policz osobno godziny pracy w każdej strefie, wpisując dla nich odpowiednie stawki.
Pokażemy, jak poukładać zlecenia, techników, protokoły i leady z darmowych narzędzi w jednym procesie. Bez prezentacji na siłę — konkretny plan pod Twoją firmę.
Bez karty i bez umowy na czas określony.